Kalendarz
Marzec 2014
P W Ś C P S N
« lut   kwi »
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  
Archiwum

Lekarz nie jest Bogiem.

Złapała mnie teraz grypa i jestem unieruchomiona w domu. Tato mojego chłopaka wysyła mnie do lekarza, ale ja nie widzę sensu takiej wizyty, bo przecież na grypę czy przeziębienie nie ma tak naprawdę lekarstwa, można zwalczać tylko objawy. I ja właśnie zwalczam te objawy jak tylko się da, najlepiej domowymi sposobami. Przy moich lekach psychotropowych, szczególnie tych antydepresyjnych niewskazane są raczej nowoczesne medykamenty. Kiedyś, gdy jeszcze o tym nie wiedziałam, łyknęłam sobie taki jeden, podobno skuteczny, lek na noc. Rano miałam problem ze wstaniem, a cały dzień ledwo pamiętam, taka byłam nieprzytomna. Farmaceutka uświadomiła mi, że muszę przy moich lekach dokładnie czytać ulotki, a nie brać co popadnie. Tamten lek zużył brat, gdy miał grypę, a ja się teraz bardzo pilnuję. Akurat teraz, gdy męczy mnie ta grypa, a może to już przeziębienie, przypomniała mi się pewna historia dotycząca choroby i lekarza. Niedawno pisałam o moim drugim pobycie na oddziale psychiatrycznym, ale nie wspomniałam wtedy o najważniejszym. Miałam wówczas zatarg z pewną lekarką, nie jestem pewna, czy nie była ona ordynatorem na moim oddziale. Po jakimś czasie od zapisania się na oddział i zmianie leków, zauważyłam coś niepokojącego. Zawsze rano miałam ogromne problemy ze wstaniem i przyspieszone tętno. Na początku nie zdziwiło mnie to, bo już miewałam gorsze skutki uboczne leków. Ale któregoś razu poczułam, jakbym umierała, serce waliło mi jak szalone, praktycznie w ogóle go nie czułam, robiło mi się słabo, brakowało mi tchu, nie wiedziałam co się dzieje. Trwało to pewną chwilę. Nie jestem pewna, czy to nie zdarzyło się w nocy, co dodatkowo potęgowało mój strach. Nabrałam podejrzeń, że takie objawy może wywoływać lek, który biorę na wieczór. Nie pamiętam już, czy brałam go też w dzień, ale na pewno zrobiłam taką jednorazową próbę i zażyłam go przed południe lub po. Usiadłam potem i czekałam, co się będzie działo. Gdy lek zaczął działać, poczułam to samo, co w nocy. I wiedziałam już, że to po prostu taki wyjątkowo nieprzyjemny skutek uboczny. Zgłosiłam to lekarce, która nie prowadziła mnie bezpośrednio, ale też pracowała a tym oddziale. Od razu mi odstawiła ten neuroleptyk. I tu właśnie pojawił się problem, gdyż miała przez to kłopoty i ja właściwie też. Usłyszałam od lekarza prowadzącego, że lek jest niezwykle skuteczny, notabene chyba większość chorych go wtedy dostawała, bardzo drogi i nie ma takich skutków ubocznych, tylko tak mi się wydaje, bo to reakcja nerwicowa. Mało mnie tam coś nie trafiło. Ale co miałam robić? Kłócić się z lekarzem? Na szczęście miałam pobyt dzienny i nie byłam zdana tylko na łaskę i niełaskę personelu medycznego. Brałam więc ten lek do końca pobytu, a do niego po cichu, tak żeby nikt nie wiedział, dodawałam bardzo prosty i tani lek, który brał mój tato. Normalizował on pracę serca i jakoś mogłam po nim funkcjonować. A po odebraniu wypisu, na pierwszej wizycie w poradni, moja lekarka od razu dała mi inny neuroleptyk, gdy tylko dowiedziała się o moich objawach. Bo przecież chory ma się dobrze czuć po lekach, mieć jak najmniejsze skutki uboczne, a nie przypominać warzywo. Zresztą tamten rzekomo cudowny specyfik działał na mnie fatalnie, chodziłam po nim jak we śnie, jakbym się naćpała. Każdy lek trzeba dobierać indywidualnie, bo na każdego może inaczej działać. Niestety nie jeden lekarz to bagatelizuje i kieruje się modą na konkretny lek, a nie dobrem pacjenta. To przykre, przecież jak nie ma dwóch jednakowych osób, tak i nie ma takich samych pacjentów. Tamto doświadczenie nauczyło mnie, że nie można ślepo ufać lekarzom, bo ja sama chyba najlepiej znam swój organizm i wiem, co mi pomaga, a co szkodzi. Mam dużą samoświadomość i nie dam sobie wmówić, że jest inaczej. Oczywiście, nie twierdzę, że nie ma innych pacjentów, np. lekoopornych, których sytuacja jest bardzo trudna, albo takich, którzy muszą brać silne leki o dużych skutkach ubocznych, bo tylko wtedy nie mają urojeń. Mogę być rzeczniczką jedynie samej siebie i walczyć o swoje zdrowie i dobre samopoczucie, a takie jest możliwe tylko przy odpowiednio dobranych lekach przez odpowiedniego lekarza, który nie uważa, że wie wszystko najlepiej.

33 Odpowiedzi na Lekarz nie jest Bogiem.

  • ~Amelia mówi:

    Niestety medycyna jest za trudna dla lekarzy. I to cała prawda.

    • ~lunia mówi:

      popieram Twoje zdanie,coraz częściej lekarze,nie zwracają uwagi na uboczne objawy leków,ważne aby im kasa leciała,pacjent się nie liczy.

    • ~ela mówi:

      To jest normalne u lekarzy. Ja się leczę 10 lat z powodu niepłodności. Siedząc na poczekalniach dowiedziałam się że każda z pan oczekujących ma przepisane te same leki co ja. Ale dzięki temu którejś one pomogą a lekarz zaczyn być nazywany cudotworca

    • ~Anki mówi:

      Prawda jest taka ze firmy farmaceutyczne uprawiają szeroko zakrojony lobbying wśród lekarzy i taki lekarz podpisze kontrakt z taką firma i przepisze ci te leki a nie inne i będzie szedł w zaparte ze ten jest najlepszy a ty wybrzydzasz i się nie znasz. Oni mają kasę za każdą wypisana przez nich receptę/wykupione przez pacjenta leki. Takie umowy mają i prywaciarze i państwowe szpitale. Dlatego wszyscy u tego lekarza/przychodni są leczeni na to samo kopyto z produktow lobbujacej firmy farmaceutycznej. To jest wielki biznes a ty i twoje zdrowie są tu kwestia trzecioplanową. Mam lekarzy wśród znajomych to człowiek wie to i owo. Lekarze to ludzie zagubieni, często alkoholicy lub ćpuny a już w szczególności psychiatrzy to czubki nieraz gorsze od pacjentów których leczą. Bez obrazy… dla ludzi z urojeniami. Mój były mi nakreślił sprawę bardzo dokładnie nikt normalny nie idzie na psychiatrie tylko ludzie którzy mają jakiś problem i chcą sobie pomóc. On np ma dwubiegunowosc i manie wielkości :-). Do tego lubuje się w morfinie ;-)

    • ~ja z daleka mówi:

      lekarze czesto dostaja prezenty od firm farmaceutycznych za to ze przepisuja taki a nie inny lek…. pacjent? ten jest najmniej wazny…

  • ~Suzi mówi:

    Dość prymitywna manipulacja wygląda jak na zamówienie. Teza autorki że lekarze zmuszajæ pacjentów do brania DROGICH leków nawet jeśli im szkodzą podczas kiedy znacznie lepiej robią im TANIE leki ( nawet jeśli nie zapisał ich im lekarz ) jest nie tylko nieprawdziwa ale w dodatku może być dla pacjentów niebezpieczna. ( ro namawianie do brania leku bez konusltacji z lekarzem )
    Może od razu autorka napisze że najlepiej leczą dziś farmaceuci w aptece …jednego miesiąca tym a drugiego innym lekiem. Ważne że TANIO.

    • sloneczko010981 mówi:

      Absolutnie nie namawiam nikogo do brania leków bez konsultacji z lekarzem, nie o to mi chodziło. Sama tak zrobiłam, bo nie bardzo widziałam inne wyjście, a wzięty przeze mnie lek był raczej bezpieczny. A co do leku, który źle mi działał na serce, to niestety mam taką świadomość i wiedzę, że sporo osób z mojego oddziału go wtedy dostawało, a nie chce mi się wierzyć, że wszyscy mieli podobne zaburzenie do mojego lub to samo.

  • ~Alienne30 mówi:

    A ja się zgadzam z autorką w 100%. Również brałam antydepresanty, również drogie i różne, chodziłam prywatnie do lekarza i wciąż wciskane mi były kity, że tycie to nie od leków, że tachykardia to nie od leków, że nasilone ataki paniki nie od leków. Im dłużej brałam tym gorzej było, serce szalało a psychicznie czułam się bardzo źle, aż do wielkiego ataku, myślałam że zejdę, jak zadzwoniła do lekarza to zbył mnie bezczelnie. Trafiłam do kardiologia, od razu mi powiedział że benzo i SSRI źle wpływają na serce. Dochodziłam do siebie rok czasu po odstawieniu leków i jeszcze długa droga przede mną. Lekarze wypisują leki, za które mają profity, nie dobierają indywidualnie i kolejnie lekarze, którzy mnie badali ( gastrolog, kardiolog, internista….) ręce załamywali, jakie leki zostały mi przepisane i jak zbagatelizowane zostały skutki uboczne.

  • ~! mówi:

    Szanowna Pani,
    o Pani samoświadomości, a raczej jej braku, świadczy Pani tekst, cyt. „Akurat teraz, gdy męczy mnie ta grypa, a może to już przeziębienie,…” – albo Pani nie rozumie tego, co pisze albo medycyna jest dla Pani czarną magią. Po tych słowach uśmiechnęłam się z politowaniem dla całego już wpisu. (Uprzedzam od razu pytanie – na tę stronę weszłam z głównej strony Onetu myśląc, że tekst jej o czymś ciekawym). Jeżeli nie zgadza się Pani z opiniami lekarskimi, które Pani nie pasują i neguje je Pani „z założenia”, to nie rozumiem podejmowania terapii, podczas której i tak Pani ordynuje sama sobie leki. Reakcje nerwicowe nie są wcale tak rzadkie (zwłaszcza u osób z pewnych grup narażenia) i dopóki nie wykluczy się ich w przebiegu terapii nie ma mowy o ordynowaniu coraz to nowych leków. Jak zapewne Pani wie, każdy (będący zlepkiem mnóstwa substancji chemicznych) wpływa na nasz organizm w taki czy inny sposób, a część reakcji ubocznych jest tylko chwilowa (następnie organizm przyzwyczaja się do nowych warunków), a jeśli nawet nie -podejmuje się kalkulacje zysków i strat. Idąc Pani tokiem rozumowania ludzie poddający się chemioterapii rezygnowaliby najdalej po pierwszej dawce. Pozdrawiam i życzę sukcesów na drodze porozumienia Pacjent-Lekarz.

    • ~Iza mówi:

      No to trzeba wykluczać te reakcje nerwicowe, robić te kalkulacje zysków i strat, a nie głosić ex cathedra że „na pewno pacjent nie ma racji”, biorąc to przekonanie z kombinacji spojrzenia w sufit i własnego rozdętego ego. Oprócz pacjentów skierowanych przez sąd, wszyscy pacjenci oddziałów psychiatrycznych znajdują się tam z własnej woli, ergo – CHCĄ się leczyć. Ale nie mają ochoty przy okazji stracić zdrowia somatycznego, bo Panu Lekarzowi się nie chce pomyśleć, za to chce mu się dostawać profity od Big Pharma. A pacjent? No przecież to „czubek”, kto by się liczył z tym, co mówi, jakie ma szanse wygrać z lekarzem…

      • ~! mówi:

        Gdyby świat był taki prosty, pewnie żyłoby się w nim przyjemniej. Pacjenci z reguły są bardzo przewrażliwieni na swoim punkcie (dane pochodzące z wieloletniej własnej obserwacji). To nie są czasy, gdy lekarz był traktowany jak człowiek o wiedzy niedostępnej dla większości ludzi, z którym się rozmawiało, dyskutowało, słuchało. Teraz jest internet ergo każdy może być lekarzem, murarzem, fotografem, muzykiem, kimkolwiek chce. Jest komercjalizacja usług medycznych, jest relacja „klient płaci, klient wymaga”, są wizyty wg schematu „o tu mnie boli, ma przestać boleć jutro, bo jutro mam ważne spotkanie, tu są dane do zwolnienia, do widzenia”. Nikt nie pomyśli (ok, bez generalizowania), że lekarz też człowiek, też jest zmęczony, czasem nie zrozumie od razu, o co chodzi pacjentowi (takie zwykłe relacje ludzko-ludzkie, w których oczywiście wszyscy oprócz lekarzy są mistrzami), że czasem trzeba podejść drugi raz, powiedzieć „Panie Doktorze, tak jak mówiłam wczoraj – te objawy mnie martwią i nie ustępują, nie chcę przerywać terapii tylko dlatego, że ten lek na mnie źle działa, może jednak spróbujemy czegoś innego”. Jak się trafi na zwykły ludzki „beton” (a to niezależne od zawodu) to zmienić – mi jak nie pasuje sprzedawca w sklepie, to chodzę do innego sklepu- tam, gdzie czuję się obsługiwana profesjonalnie (profesjonalnie nie zawsze znaczy „po mojej myśli”). A co do tej „chęci” bycia leczonym to nie traktowałabym tego zero-jedynkowo – są przypadki, gdy Pacjent chce być w centrum zainteresowania, przychodzi regularnie do lekarzy, o których po wizycie powie, że się nie znają, za tydzień wymyśli sobie coś nowego, przyjdzie 2 godziny przed wizytą, odczeka, posiedzi pół godziny, leków nie wykupi, bo będzie się leczyć w domu – ile ludzi, tyle podejść. O nieodpowiedzialności Autorki świadczy też fakt podejrzewania u siebie grypy (przypominam, że grypa jest wbrew pozorom w naturalnych warunkach rzadką chorobą zakaźną wywoływaną przez wirusy i obarczoną ogromnym ryzykiem powikłań, gdy jest źle prowadzona – prowadzona nie znaczy stricte leczona – lekarza jednak trzeba odwiedzić, by monitorować swój stan, czasem jednak wziąć leki (choćby te eliminujące część objawów) i zadbać o to, by innych nie zarażać i wyzdrowieć z jak najmniejszym uszczerbkiem na zdrowiu. Ale właśnie taki jest polski Pacjent – przed wizytą już zna diagnozę, leczy się domowymi metodami i do lekarza nie pójdzie, „bo się nie zna, a ja się znam i wiem, czy to się leczy czy nie, a jeśli się leczy to ja wiem, jak”. Dobrze jednak, że część leków jest tylko na receptę – jeszcze jest nad tym jakaś kontrola. Pozdrawiam i życzę sympatycznych oraz kompetentnych lekarzy.

        • ~kobieta-nie-typowa mówi:

          Zapisano mi kiedyś leki na serce, po których źle się czułam. W ulotce napisane jak byk, możliwe bóle głowy i nudności przez pierwsze dwa dni przyjmowania leku. Ok. Po czterech dniach dzwonie do Pani doktor, opisuje skutki uboczne. Tak musi być, pada odpowiedź. Wszak do lekarza poszłam po to, aby się poczuć lepiej, a nie gorzej. Mija tydzień, tak musi być to musi potrwać. Dwa tygodnie, już nie mam siły pracować, nie mogę stać na własnych nogach, ból głowy rozsadza czaszkę, torsje nie do opanowania. Do toalety wlekę się po czworakach. Rodzina zawozi mnie do lekarza rodzinnego, ten wzywa karetkę, wiozą mnie na SOR. Wywiad kroplówka analizy krwi , moczu. Diagnoza. Organizm silnie negatywnie reaguje na wszelkie leki z zawartością Nitrogliceryny. Natychmiastowa zmiana leków. Pomaga. objawy ustępują, ale objawy sercowe nie. Po siedmiu latach leczenia choroby wieńcowej, trafiam na oddział ze skrajną niewydolności serca, wodą w opłucnych itp. Szereg badań, miedzy innymi echo serca, które robiono mi przy każdej wizycie. Koronarografia i okazuje się, że choroba wieńcowa, to chyba jedyna, której nie posiadam. Czy trzeba było aż siedmiu lat, aby postawić właściwą diagnozę? Fakt, że wada rzadka, a jednocześnie dość nietypowa, jak na tę wadę, ale specjaliście, też kardiologowi zresztą, wystarczyło jedno dokładne echo i rozpoznał.

          • ~! mówi:

            I właśnie dlatego lekarzy najczęściej można zmienić – fartem nie mamy przypisanych lekarzy z imienia i nazwiska od dnia narodzin. Znam wielu lekarzy (prywatnie też), z których jedni są lekarzami, bo rodzice wybrali za nich zawód, drudzy są lekarzami „średnimi”, do których można chodzić po recepty na leki przyjmowane na choroby przewlekłe, ale na szczęście są jeszcze Ci trzeci (i jest ich całkiem sporo), którzy kochają ten zawód, lubią się kształcić i przede wszystkim mają wyobraźnię. O siebie samego też Pacjent musi walczyć, ja w takiej sytuacji nie dzwoniłabym do lekarza (diagnoza przez telefon?), tylko stawiłabym się w gabinecie. A jak nie, zmieniłabym lekarza. Czasem to nie sam lek, a jego dawka jest problemem – a wchłanialność różnych substancji jest często uzależniona od czynników osobniczych, lekarz nie wróżka, nie przewidzi, nie ma promieni rentgenowskich w oczach, głowicy USG w kciuku, często Pacjent też mu wszystkiego nie powie, bo nie przyjdzie mu do głowy, że to ma znaczenie. O takich rzeczach rozmawia się, konkretnie, na temat, bez użalania się, z szacunkiem do kompetencji lekarza. Jak nie z tym, to z innym. W razie wątpliwości robi się rozeznanie u kilku lekarzy. Sky is the limit. Pozdrawiam i życzę zdrowia.

    • ~Maga mówi:

      Nie do końca się zgadzam. Sama jestem przewlekle chora i ślepo, do czasu ufałam lekarce. Mamteż problem z wchłanianem leków o czym wiem od dzieciństwa i moje tłumaczenia, że tak jest spełzały na niczym. Moja lekarka uparcie faszerowała mnie lekiem, poktórm czułam się fatalnie i ignorowała wszystkie moje informacje, że czuję się źle, mówiąc, że to onaskończyła medycynę a nie ja. Trwało to trzy lata. Kiedy wreszcie dorosłam do zmiany lekarza, okazało się, że trafiłam do osoby, która mnie słucha, rozmawia ze mną o moim samopoczucie i wreszcie tak dobrała mi leki, że mogę normalnie funkcjonować.

    • ~Maria mówi:

      Ale pan pewny siebie nie wszyscy są tacy madrzy bez lekarzy. Poza tym jak czlowiek jest taki zdechly i ciagle chory to przestaje w końcu mysleć logicznie. Taki ból ciągnący sie latami daje popalić.
      Ja tez ciagle zdechla i dopiero u dietetyk okazala sie alergia i nietolerancja kazeiny zero mleka i nabialu oraz scisla dieta w moim przypadku wrocily dopiero możliwość funkcjonowania i rozpoczęcia procesu myślenia. Zgadzam sie u lekarzy zero myslenia i wiedzy na temat rzadkich chorób i brak chęci wyleczenia pacjenta tlko mysleni co przepisać żeby zarobić u pośrednika lekarstw, którzy bez przerwy krążą w przychodniach gabientów lekarskich.

    • sloneczko010981 mówi:

      Ja też pozdrawiam i dziękuję za uwagi, dały mi one sporo do myślenia. A jeśli chodzi o grypę, to pewnie faktycznie nie potrafię jej za bardzo odróżnić od przeziębienia, bo może nigdy tak naprawdę jej nie miałam.

  • ~Alis mówi:

    Tak pięknie się mówi Ale dlaczego lekarz nie potrafi trafić z lekami i po 10 antybiotykach , które niszczą wątrobę (tabletki) podaje mi np. zastrzyki mimo, że zna objawy choroby

    • ~! mówi:

      Jak przepisał 10 antybiotyków i zastrzyki to strzelam w ciemno, że minimum kilka wizyt u niego było, a dlaczego Pacjent nie poszedł do lekarza, który wykonuje antybiogram? Albo nie upomniał się już po drugim nietrafionym antybiotyku? Dlaczego Pacjent daje się robić w jajo przez brak kompetencji i nic z tym nie robi? Nie dowie się, nie popyta? Przecież to jego interes. Czemu nie zmieni lekarza? Jest wolny rynek, wiedza ze szkoły podstawowej/gimnazjum/liceum o antybiotykach i o oporności na nie chyba jest, więc powinna zmierzyć się z niechęcią lekarza do zrobienia antybiogramu i strzelaniem na oślep z antybiotykami…

    • ~Agnieszka mówi:

      antybiotyki nie tylko niszczą wątrobę ale i powodują, że wiele szczepów bakterii się na nie uodparnia… Lekarze do znudzenia przepisują antybiotyki z najwyższej półki a później się zdziwią, bo nie będzie czym leczyć…

      • ~bzdety mówi:

        mit głoszony przez kretynów na necie, ja musze błagać lekarza o antybiotyk, a ten mi dopiero daje gdy prawie zdycham, a wcześniej naprzepisuje mi 250 witaminek i syropów które i tak g.wno dają, antybiotyki na byle katarek to dawali jak byłam mała, do dzis mam zęby odbarwione jak kanion Kolorado

  • ~Pszczoo mówi:

    a skad mam wiedziec ze lekarz powinien zrobic jakis antybiogram
    czemu mam zakładac ze mu nie ufam?
    ide do lekarza ma mnie wyleczyc – zadac odpowiednie pytania wysłuchac
    ja sie nie musze domyslac co powinnam powiedziec co nie
    to lekarz powienien tak zadac pytania zebym mu wszystko powiedziała!!

  • ~szyszka mówi:

    Ja miałam doświadczenia z lekarzami bagatelizującymi moje objawy. Wiele razy lądowałam u lekarza z bólami brzucha i biegunkami niewiadomego pochodzenia. Zawsze sprowadzało się to do jedynej słusznej diagnozy: ‚za bardzo się denerwujesz’, ‚dziewczyyyyyno, jesteś znerwicowana’. To było najwłaściwsze wyjaśnienie każdego bólu, popierane receptami na leki uspokajające. Byłam już przekonana, że jestem zwykłą hipochondryczką, panikarą. Jakie było moje zdziwienie kiedy okazało się, że mam upośledzoną tolerancję tylu pokarmów, że kiedy otwieram lodówkę, to niewiele rzeczy nadaje się do zjedzenia przeze mnie. Dowiedziałam się o tym nie u lekarza, a u pani badającej stan organizmu metodą Volla, co z medycyna konwencjonalną niewiele ma wspólnego.
    To jest pewne: trzeba słuchać swojego organizmu, uważnie się obserwować i nie pozwalać faszerować byle czym. Szukać alternatywnych, domowych, starych, bezpiecznych metod, które niejednokrotnie są dużo skuteczniejsze, mniej forsują organizm i szybciej doprowadzają organizm do zdrowia.

    Ta jedna historia to tylko przykład. Spotkałam się z wieloma lekarzami, którzy bezsensownie chcieli pakować we mnie leki i mieli dokładnie w nosie to, o czym do nich mówię.

    • ~kobieta-nie-typowa mówi:

      U mnie genetyczną wadę serca, nazywano nerwicą ( nie byłam nawet nerwowa) i kazano mi leczyć się ziółkami. Potem z nerwicy zrobiono wieńcówkę. Choroby wieńcowej też nie mam. Przez wiele lat nie podjęto nawet próby zdiagnozowania.

  • ~Agnieszka mówi:

    A propos grypy niestety się mylisz – niezaleczona może doprowadzić nawet do śmierci. Przeziębienie nie jest takie straszne ale często trudno je rozróżnić. Dlatego warto chodzić do lekarza i starać się nie zaleczać na własną rękę :) Ale jeśli chodzi o lekarzy to masz rację, szczególnie w takiej sferze jak psychika psychiatrom wydaje się, że jeśli pewne skutki uboczne leków rzadko się zdarzają to zwalają wszystko na zaburzenia pacjenta… A przecież pacjent jeśli chce wyjść ze szpitala musi się czuć dobrze ;)

  • ~eLKa mówi:

    a kto wam każe traktować lekarza jak półboga, przecierz to tylko doradca w sprawach waszego zdrowia, to on ma być na naszych usługach, za to dostaje kasę. Jak mu się nie podoba, to kopa w du..ę i z gabinetu.

  • ~kobieta-nie-typowa mówi:

    Do ~! – Czy my żyjemy na pewno w tym samym świecie? Jeśli tak to e zupełnie innej rzeczywistości. Na wizytę u specjalisty czeka się minimum pół roku, pozostaje więc skonsultować się telefonicznie w razie wątpliwości. Nie wolno zapisywać się do kilku lekarzy tej samej specjalności, można sobie ewentualnie zafundować prywatnie taką konsultację, to wyniesie jednorazowo ok 100 – 180 zł wizyta, plus niezbędne badania. Jeśli zechcesz coś takiego przeprowadzić jako ubezpieczony pacjent, na NFZ zajmie Ci to parę lat. W moim przypadku nie dawka leku, ale sam lek był do bani i to mnie się dostało od lekarza w szpitalu, że po takich objawach nie odstawiłam leku od razu. Człowiek nie jest alfą i omegą, ma prawo zaufać lekarzowi, bo to specjalista. Okazuje się, że nie zawsze. Jakie są skutki niewłaściwego zdiagnozowania i leczenia przez siedem lat nieistniejącej choroby? Jakie spustoszenie poczyniły same leki, a jakie nieleczona choroba? To już teraz nieistotne. Chorując jednak na cokolwiek innego, przyjmowanie zapisanych leków muszę konsultować z kardiologiem prowadzącym. Wszyscy lekarze są prze ze mnie informowani o chorobie i przyjmowanych lekach. Okazuje się jednak, po konsultacji kardiologicznej, że połowę tych leków trzeba wykluczyć i zastąpić innymi. Specjaliści? Wszak każdy lek ma określone zarówno wskazania, jak i przeciwwskazania. Wystarczy się zapoznać.

  • ~Grzegorz mówi:

    Niestety lekarze to tylko ludzie którzy są omylni. Tylko że skutki ich błędów są często bardzo poważne. Nie ma jednak jednej prostej metody jak sobie z tym poradzić. Chyba że ktoś z was zna??
    ———————————–
    http://www.biology.blog.pl

  • ~Alba mówi:

    Mam problemy hormonalne, więc (kilka lat temu) pani doktor-endokrynolog zapisała mi na to tabletki Diane 35 (straszne świństwo, wycofane w kilku krajach). Nic nie pomogły, a ja czułam się okropnie, wymiotowałam prawie cały czas. Na moje skargi, że ten lek jakoś mi nie służy, pani doktor miała tylko jedną odpowiedź: „Trudno!” W końcu, po dwóch latach takich męczarni, odstawiłam ten środek na własną odpowiedzialność. Dziś sądzę, że jeśli pacjent mimo brania leków nie czuje się lepiej, tylko znacznie gorzej, to coś niezaprzeczalnie JEST NIE TAK – i trzeba zmienić lek. Albo lekarza.

  • ~gosia mówi:

    Masz nadwagę, a chcesz zajść w ciążę? Jeżeli schudniesz na pewno masz większe prawdopodobieństwo, że się uda. Mnie się udało. Pozbyłam się nadwagi raz na zawsze-12kg w 4 miesiący. Bez głodowania, bez cellulitu i energią na cały dzień. Urodzilam 3 dzieci, odżywiałam się ( oczywiście dalej się odżywiam) zdrowo, regularnie a wyniki miałam jak „u niemowlaka” -słowa lekarza. Jak ? Wejdź i się dowiedz (idealnafigura.com/gberes). Zadbaj o swoje zdrowie już dziś.

  • ~Sara mówi:

    Rozumiem dokładnie o czym piszesz, ale nie mam pojęcia w jaki sposób zażyłaś lek, który miałaś mieć podawany wieczorem w ciągu dnia? Leki w szpitalu psychiatrycznym połyka się pod nadzorem pielęgniarki. Nie można ich zostawić sobie na później. Chyba, że nie zrozumiałam tego wątku. Z neuroleptykami i psychotropami tak to jest, że jednemu pasują, a drugiemu szkodzą. Póki co, to dzisiaj mamy lepiej z leczeniem niż 40 lat temu. Mój bliski chorujący na schizofrenię paranoidalną ma podobne przeżycia z lekami jak Ty. Ostatnio w szpitalu resztką sił mi powiedział: „Mamo ja umieram”. Oczywiście za mocną dawkę lekarz zapisał.

    • sloneczko010981 mówi:

      Byłam w szpitalu, ale miałam pobyt dzienny, tak że dostawałam też leki do domu, spałam w domu i spędzałam tu sobotę i niedzielę. Mam nadzieję, że wyjaśniłam. Pozdrawiam!

      • ~Sara mówi:

        Teraz rozumiem. Mój syn nie dozuje sam leków, bo mógłby więcej połknąć. Dlatego my jako rodzice 28 latka mamy nadzór nad dawkowaniem. I o to chyba chodzi. Pozdrawiam serdecznie:) Życzę dużo zdrowia:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>