Kalendarz
Październik 2016
P W Ś C P S N
« wrz   lis »
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  
Archiwum

W poszukiwaniu zdrowych relacji.

Trudno mi samej określić, jak się teraz czuję. Jest lepiej, gdy biorę pełne dawki leków, ale nie widzę jakiejś znaczącej różnicy między tym czasem sprzed mojej lekowej rewolucji a obecnym. Jak byłam agresywna, tak i dalej jestem, jak miałam stany depresji, niechęci i płaczu, tak i dalej je mam. Może teraz nawet jeszcze więcej płaczę, a na pewno mam w sobie ogromny smutek, czasem rozpacz. Najgorsze są poranki i wieczory, wówczas najgorzej się czuję. Być może moje samopoczucie nie jest już obecnie tak bezpośrednio związane ze stresem pomaturalnym i jeszcze jedną sprawą, o której tu nie piszę, ale po prostu wpadłam po uszy w sezonową depresję, jak co roku zresztą. Właściwie to kilka spraw się na siebie nałożyło i ciężko stwierdzić, co tak naprawdę jest przyczyną mojego fatalnego stanu zdrowia. Poczekam do środy – wówczas idę do psychiatry, bo i leki mi się kończą i muszę poważnie porozmawiać z moją panią doktor. Myślałam nawet o szpitalu, ale raczej oddziale dziennym niż zamkniętym. Zobaczę, jak się sprawy potoczą.
Ostatnio wspominałam o odrzuceniu znajomych przeze mnie. I na tym właściwie dziś chciałam się skupić. Nie było tak, że sytuacja ta miała związek z odstawieniem części leków. Decyzja zapadła nieco wcześniej. Po prostu postanowiłam nie odbierać telefonów i nie odpisywać na smsy. Nie sądziłam, że ktoś się tym przejmie. Jednak dość szybko zareagowała moja Ania, która zaczęła bombardować mnie wiadomościami i dociekać, co się ze mną dzieje. Jeszcze zanim to nastąpiło, miała do mnie pewną prośbę, a ja jej nigdy nie odmawiam. Jednak tym razem zignorowałam ją, chociaż pierwsza moja myśl nakazywała mi pomóc. Nie uległam, chociaż serce mnie bolało. W końcu po rozpaczliwych próbach skontaktowania się ze mną, Ania poprosiła o pomoc Tomka, mojego dobrego kolegę, ponieważ ma on numer telefonu do mojego narzeczonego. Zadzwonił więc i dowiedział się od Aniołka, że ja po prostu źle się czuję. Tak więc oboje się uspokoili. Myśleli, że mam lekką niedyspozycję i niedługo mi przejdzie, żadnemu z nich nie przyszło do głowy, że robię rewolucję w moim życiu. I dobrze, że nie znali szczegółów, bo moje plany spełzły na niczym. Iza też do mnie w tamtym czasie pisała i dzwoniła, ale potraktowałam ją tak samo jak innych. Okazało się później, że musiała mieć sporego stracha o mnie, bo dzwoniła nawet do mojego terapeuty, czy ja się do niego odzywam. Nie sądzę, żeby Paweł nie miał większych problemów, jak tylko myśleć, czy ma ze mną kontakt, czy nie. Jednak gdy Iza zadeklarowała, że podejdzie do mnie któregoś dnia, podobno poprosił, żeby do niego zadzwoniła, gdy tylko czegoś się dowie. Nie wiem, czy to było szczere i wynikało z sympatii, czy po prostu powiedział tak na odczepnego. Przecież mógł sam zadzwonić czy napisać, co jakiś czs włączałam telefon. Ale mniejsza z tym. W sumie zostałam sama przez jakiś czas, tylko z moim ukochanym, z którym zresztą i tak nie mogłam dojść do porozumienia. Nie chciałam żadnych kontaktów z ludźmi, brzydziłam się innymi, marzyłam o tym, aby na świecie był jakiś gatunek robotów, z którymi można byłoby kontaktować się zamiast z drugim człowiekiem. Nie chciałam wychodzić z domu, aby kogoś nie spotkać, a gdy już musiałam wyjść, to przemykałam jak duch, patrząc się w ziemię. Nie odzywałam się do nikogo. Czasem napisałam coś do kogoś w sieci, ale tu także wyobrażałam sobie, że po drugiej stronie nie ma człowieka tylko jakaś inna istota, może skonstruowana przez ludzi, ale zaprogramowana tak, że nie umie ranić innych. Ta zupełna obojętność, a nawet złość na istoty ludzkie musiała mieć u mnie związek z odstawieniem części leków, ale i wynikała z rozczarowania. Już kiedyś miałam taki problem i takie emocje mną targały, ale uległo to wyciszeniu. Jednak po latach wszystko wróciło. Myślę, że głównie wdarło się tu rozczarowanie ludźmi, którzy mnie otaczają. O moich relacjach z narzeczonym napiszę kiedy indziej, dziś tylko o innych osobach. Mój tato jest dla mnie bardzo ważny, uwielbiam z nim dyskutować, zawsze mamy tematy do rozmów, nigdy nie nudzimy się ze sobą. Jednak to typ samotnika, który właściwie cieszy się, że pozbył się mnie z rodzinnego domu. Ja też nie wyobrażam sobie powrotu, ale chcę, aby nasze relacje były nadal dobre. Widujemy się średnio 2 razy w tygodniu, czasem raz. Nie narzekam na częstotliwość, ale brakuje mi pewnej głębi, zażyłości. Wiem, że nie mogę mu o wszystkim powiedzieć, pewne sprawy ukrywam, żeby się nie martwił. Dawniej mogłam mu się wygadać, był prawie przyjacielem, lepszym słuchaczem niż niejeden psycholog. Zmęczyła go jednak ta rola, teraz nasze relacje są dobre, ale czasem brakuje mi tego taty – słuchacza, który umiał dobrze doradzić. Uważa on jednak, że skoro jestem na swoim, to ma sobie radzić sama, a jego nie obarczać. Trochę inaczej ma się sprawa z moimi znajomymi. Otóż zdecydowana większość z nich, właściwie poza jedną koleżanką, uważała, że może się wokół mnie oplatać jak liana i wysysać moje soki życiowe jak takie wampiry energetyczne. Bo przecież mi można wszystko powiedzieć, stale mówić o swoich problemach, wypłakiwać się. Lubię pomagać innym, umiem słuchać, ale już miałam tego naprawdę dość. Ci wszyscy ludzie przytłoczyli mnie sobą, sprawili, że moja energia gdzieś ulatywała, nie mogłam skupić się na sobie. Gdy ja chodziłam z moimi problemami do profesjonalisty i płaciłam za to, oni przychodzili do mnie jak do konfesjonału lub darmowego psychoterapeuty, bo przecież ja zawsze wysłucham, doradzę, przytulę, pomartwię się razem z nimi albo ponarzekam na paskudny świat. W końcu miałam dość, poczułam się mała, nieważna, zdominowana, sądziłam, że ja się zawsze muszę dobrze czuć, aby mieć siły dla innych. Byłam postrzegana jako ta silniejsza, zdrowsza, radząca sobie zawsze i w każdej sytuacji. A kiedy ja potrzebowałam pomocy – nie było nikogo. Któregoś razu Iza, po długiej rozmowie, podczas której wylała całe morze łez, powiedziała, że jak najbardziej ja też się mogę jej wypłakać. Nie wierzyłam w to, ale pewnego dnia zaczęłam mówić o sobie, o dość neutralnych sprawach. I co napotkałam? Obojętność, może znudzenie i nakierowanie rozmowy na siebie. Postanowiłam więcej nie próbować. Nie wiem, jak dalej się sprawy potoczą, obecnie znów mam pewien kontakt z bliskimi, ale chyba muszę zmienić charakter naszych relacji. Byłam taka dumna,że tak bardzo mi ufają, szczególnie Tomek, który jednak dość mocno mnie obciążał, bo mówił mi o sprawach, o których nie wie nikt. Teraz jestem już tylko zmęczona. Dobrze, że jest choć jednak koleżanka, która traktuje mnie jak partnerkę do rozmowy, a często też wysłucha. Cenię ją za to i cieszę się, że chciała po latach odświeżyć ze mną kontakt, który, kiedyś tam, szybko się urwał. Trochę się boję, aby sytuacja się nie powtórzyła, ale mam nadzieję, że dziewczyna jest na ten moment na tyle dobrze prowadzona przez swojego lekarza, który dobrał jej leki, że nie zamknie się znów w domu i nie zerwie kontaktów ze wszystkimi. Obecnie ona pomaga mi a ja jej i to jest zdrowa relacja. Oby więcej takich w moim życiu. Jest jeszcze pewna osoba, z którą chciałabym mieć taki kontakt, ale to raczej niemożliwe, bo ten ktoś nastawiony jest na dawanie. Tak już po prostu ma. Zawsze pozostają mi też znajomości internetowe. Pewnie miałabym okazję poznać kogoś z sieci w realnym świecie, ale nie chcę, bo boję się niezrozumienia i odrzucenia. Ostatnio moje poczucie własnej wartości szybuje dość mocno w dół i tu głownie leży przyczyna.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>