Kalendarz

Kwiecień 2017
P W Ś C P S N
« lis    
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Archiwum

bezmyślność

Czy ja się nie nadaję między ludzi?

No właśnie, od pewnego czasu męczy mnie to pytanie. A wszystko zaczęło się od Dni Miasta, które odbywały się w mojej miejscowości. Bawiłam się na nich świetnie, chociaż trochę przeszkadzały mi tłumy i zachowanie niektórych osób po wypiciu dużych dawek alkoholu. Ale cóż taki urok darmowych imprez. Pierwszego dnia nie było źle, ale drugiego popełniłam pewną gafę. Byłam wtedy z moim chłopakiem i spotkałam kolegę z oddziału dziennego. Mój mężczyzna stwierdził, że go skądś zna, ale nie wiedział skąd. A ja, nie myśląc chyba zupełnie, zażartowałam, że to przecież mój kochanek. Niby nic się nie stało, bo wszyscy się śmiali, ale następnego dnia, a może nawet i tego samego, stwierdziłam, że głupio zrobiłam. No bo przecież w pobliżu mogła być żona kolegi albo jemu mogło się zrobić przykro lub mojemu chłopakowi. I co ja robię w takiej sytuacji? Oczywiście przepraszam. Napisałam więc maila do znajomego, w którym przeprosiłam za moje głupie zachowanie. Okazało się, że on to uznał za dobry żart i wcale go nie uraziłam, tylko pomyślał, że może mojemu facetowi było przykro. No bo jak to, „kochanek” się z nim wita i nawet nie podziękuje za wyrwanie ukochanej. Ja początkowo nawet nie pomyślałam o moim Aniołku, ale teraz od razu zapytałam się, czy go nie zraniłam. A on nawet nie bardzo wiedział, o co mi chodzi! Po prostu nie zakodował tego wydarzenia w pamięci. Czyżbym więc przesadzała? Może mi się wydaje, że zachowuję się dziwnie i robię innym przykrość, a tak naprawdę nic złego się nie dzieje? Nie mogę się jednak pozbyć tego nawyku obwiniania się o wszystko. I czasem, niestety mam rację. Tym razem może jeszcze nie zachowałam się jak skończona idiotka, choć tak się cały czas czuję, ale były i inne momenty, które trudno mi zapomnieć. Zauważyłam u siebie pewne nietypowe zachowania, które mi się nie podobają, po pierwszym pobycie na oddziale dziennym. Może i wcześniej coś było, ale nie kojarzę jakiś większych swoich grzechów. Właściwie może i nie po pobycie, ale już w trakcie. Gdy już oswoiłam się nieco z nowymi ludźmi, poczułam się zbyt pewnie i zdarzało mi się pozwolić sobie na zbytnią poufałość. Skończyło się to dla mnie bardzo źle, o czym pisałam w „Bezmyślności”. Strasznie odchorowałam ten incydent i na drugi pobyt przyszłam już, jak to określiła moja terapeutka, ze ” swoim domkiem”, żeby się do niego czasem schować. Schować i nie nagadać głupot innym osobom, bo potem czułam się z tym koszmarnie. Dzięki temu „domkowi” i mojej większej uwadze, nie popełniłam już jakiejś większej gafy do końca pobytu. I potem też raczej nie. Ale zaczęłam nową terapię i trochę ta moja bezmyślność powróciła. Pierwszy raz zdałam sobie z tego sprawę, gdy byłam u mojej lekarki, a odbyłam właśnie 3 wizyty u mojego psychopedagoga. Nic w tym złego, że powiedziałam jej, iż chodzę teraz do nowego specjalisty, ale nieopatrznie wygadałam się też, jakie metody on stosuje. Potem było mi bardzo głupio. Nie mogłam tego przemilczeć i od razu do niego zadzwoniłam z wyjaśnieniami. Okazało się, że nie miał do mnie pretensji i w ogóle nic się nie stało. Uważał, że jego metody są skuteczne i nie ma przeciwko temu, aby ktoś o nich wiedział. Czyli nie zrobiłam nic złego, ale czułam się źle. Czasem zdarza mi się, że powiem coś niezbyt miłego i nawet nie zdaję sobie z tego sprawy, zwłaszcza gdy jestem z jakąś osobą blisko. Zbyt pewnie się wtedy czuję i myślę, że co bym powiedziała i tak tej osoby nie dotknie. Tak było z moim bliskim kolegą. Któregoś razu spotkałam go, gdy wracałam z chłopakiem z supermarketu. Przyjemnie nam się rozmawiało, żartowaliśmy i w pewnym momencie rzuciłam w stronę kolegi: „Spadaj”. Nie zwróciłam nawet na to uwagi, ale znajomy już tak, ale na szczęście nie gniewał się na mnie, tylko nawet stwierdził, że poczuł się fajnie, bo go luzacko potraktowałam. Tym razem więc mi się upiekło. Bardziej nieprzyjemnie było innym razem, gdy nie trzymałam języka za zębami i powiedziałam coś o mojej dobrej koleżance innej osobie. Nie obgadywałam jej, po prostu nie wiedziałam, że ona nie życzy sobie, aby ta właśnie osoba wiedziała o niej konkretną rzecz. Przepraszałam ją potem, ale czułam, że było jej przykro i nie wiem, czy ona dalej nie ma do mnie o ten incydent pretensji. W każdym razie ja mam do siebie żal. Żeby się dobić, ostatnio znowu nie byłam dość uważna i wypaliłam tej samej dziewczynie, gdy źle się czuła i to był widać, że wygląda jak trup. Powinnam sobie chyba uciąć język, to nie wygadywałabym takich rzeczy. Jeszcze koniecznie muszę wspomnieć o ostatniej sytuacji, kiedy naprawdę pofolgowałam sobie. Byłam na koncercie, bardzo ważnym dla mnie, i po nim koniecznie chciałam zdobyć autograf i zdjęcie artysty. Zadzwoniłam do Aniołka, żeby przyszedł w dane miejsce, to mi to zdjęcie zrobi, tak się zresztą wcześniej umawialiśmy. Stałam sobie grzecznie w kolejce do artysty i czekałam na swoją kolej, która już się zbliżała, a mojego faceta dalej nie było. W końcu zauważyłam, że idzie sobie spacerkiem, nie spiesząc się. Wkurzyłam się i wypaliłam przy ludziach, że czemu sobie spaceruje, gdy ja tu czekam na niego. Po prostu się na nim wyżyłam. Jak zwykle po czasie było mi głupio, ale tym razem czekałam, czy on zwrócił uwagę na moje zachowanie czy nie. Zwrócił uwagę, powiedział mi o tym, bo rzeczywiście było mu przykro. Mi też jest przykro, że tak się zachowuję. Nie wiem dlaczego czasem szybciej mówię niż myślę. Czy ja już nie panuję nad sobą? Czy to takie dziwne objawy chorobowe, czy po prostu mój wredny charakter? Staram się bardzo, aby nie ośmieszać się w ten sposób, nie robić przykrości sobie i innym. Może zwłaszcza sobie, bo niekiedy inne osoby nie zwracają w ogóle uwagi na moje gadanie albo traktują je jako żart, to w większości wypadków to ma być żart. Tak ostatnio przemyśliwałam nad sobą, szczególnie gdy załamałam się po Dniach Miasta(często zdarza mi się, że „odchorowuję” jakieś wydarzenie, w którym brałam udział, nawet jeśli dobrze się bawiła). Siedziałam wtedy na ławce przed blokiem i płakałam. Dodatkowym bodźcem było inne wydarzenia, ale zaliczę je do innego wpisu. Moje myśli skupione jednak były na tym, dlaczego nie potrafię się zachować jak normalny, cywilizowany człowiek i ostatnio często popełniam jakieś gafy słowne. Doszłam nawet do wniosku, że nie powinnam się spotykać ze znajomymi, muszę też unikać jak tylko się da większych skupisk ludzkich, a nawet i pojedynczych ludzi. Czy to jednak wykonalne? Przecież muszę wychodzić, więc zawsze kogoś spotkam. Może spróbuję porozmawiać o moim problemie z lekarzem psychiatrą i psychopedagogiem. Liczę, że coś mi doradzą, bo jak nie, to chyba rzeczywiście przestanę wychodzić z domu i spotykać się z kimkolwiek. Nie chcę ranić ani siebie ani innych, nawet jeśli czasem mi się tylko wydaje, że ich ranię. Może też problem polega na tym, że ja chcę uchodzić za ideał, który nie popełnia błędów i nigdy nie mówi nic niestosownego? W takim wypadku ktoś musi mnie przekonać, że tak się nie da żyć. Ja nie umiem siebie do tego przekonać.