Kalendarz

Czerwiec 2017
P W Ś C P S N
« lis    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Archiwum

duchy

Szkoła i duchy.

Za swoją największą porażkę uważałam jeszcze do niedawna brak wykształcenia. Jak pisałam wcześniej zrezygnowałam ze szkoły w 4 klasie liceum ogólnokształcącego. Wtedy, paręnaście lat temu liceum miało jeszcze te 4 lata, bo nie było gimnazjum. Właściwie jedyną, ale najważniejszą przyczyną była choroba. Jak miałam normalnie chodzić do szkoły, skoro bałam się wychodzić z domu? Lęk zdominował całe moje życie i nie było mowy o dokończeniu edukacji. Już dwa lata wcześniej były pewne niepokojące symptomy, które powinny mi dać do myślenia. Nie pamiętam już, dzięki komu zaczęłam wtedy chodzić do psychologa, ale odbyłam kilka wizyt. Odkryłam po latach, że miałam wtedy założoną normalną kartę psychiatryczną, ale ani razu nie widziałam się z psychiatrą, tylko właśnie z psychologiem, chociaż chodziłam do Poradni Zdrowia Psychicznego, o czym zresztą nie miałam pojęcia. Na mój stan psychiczny tamtego czasu miała wpływ choroba babci, a później jej śmierć, i inne problemy domowe( rodzice mówili coś o rozwodzie ). No i słabo mi szło w szkole. A właściwie wydawało mi się, że słabo mi idzie. Owszem oceny miałam średnie, ale jak na to liceum nie były złe. Tylko że ja zawsze byłam za ambitna, już w podstawówce musiałam mieć najlepsze oceny, nawet nie wiem za bardzo po co. Tak jakbym chciała sobie tymi ocenami coś udowodnić, a może zrekompensować.  Liceum było dla mnie lekkim szokiem, szczególnie poziom, jaki wyznaczali tu nauczyciele. Mógłby ktoś zapytać, po co w takim razie tam poszłam, skoro tak naprawdę nie byłam super zdolna, tylko pracowita. Nie miałam po prostu innego pomysłu na siebie, na swoje życie, nie wiedziałam kim chcę zostać. Właściwie jedyne , co wiedziałam to to, że nie umiem nic innego poza uczeniem się. I chyba także dlatego trafiłam do tego psychologa. Był też pewien powód, którego do końca nie rozumiem. Otóż w tamtym czasie zmarł wujek, który przed lat opuścił dom rodzinny i przestał się z kimkolwiek z rodziny kontaktować. Szczególnie odczuła to jego mama, a moja babcia, u  której mieszkaliśmy. I po śmierci tego wujka, którego ledwo pamiętałam, miałam takie wrażenie, że czuję czyjąś obecność w mieszkaniu, szczególnie wieczorami. Byłam przekonana, że to on przyszedł pożegnać się z domem. Ale dlaczego moja babcia nie miała takich odczuć? Nie wiedziałam tego, ale może miało to związek z moją wrażliwością, trochę przesadną i naiwną. Jeszcze dziś pamiętam, że leżąc w łóżku odczuwałam obecność drugiej osoby za plecami, czasem jakbym widziała jakieś ledwo zarysowane kształty, tak przez mrugnięcie oka. Nawet mogłabym przysiądź, że byłam świadkiem przesuwających się samoistnie drzwi. Ale może to była tylko moja wyobraźnia albo rozpoczynająca się choroba psychiczna? Jednak nigdy później, nawet będąc zdiagnozowaną, nie miałam takich widzeń. Nie jestem raczej wierząca, ale tamte chwile z przeszłości dają mi dużo do myślenia. Ale wracając do tematu, odbyłam tylko kilka wizyt u pani psycholog, podczas których sama nie wiedziałam, czego ja chcę. Na początku miałam badania psychologiczne, z których jasno wynikało, że mój rozwój jest jak najbardziej w normie. Różne tematy poruszałyśmy, bo chodziłam do gabinetu z mamą, ze specjalistką, i ona też o różnych rzeczach mówiła, ale ja dalej byłam zagubiona. I w końcu jakoś tak się stało, że przestałam chodzić na spotkania, a może to był właśnie błąd. Często się nad tym zastanawiam i nie umiem sobie odpowiedzieć na pytanie, czy kontynuując spotkania skończyłabym normalnie szkołę z moją klasą. Teraz to już nie ma znaczenia, ale trochę mam żal do samej siebie, być może za grzech zaniedbania. Może to ja sama dopuściłam do sytuacji, że w tej ostatniej klasie, a nawet parę miesięcy wcześniej choroba się pojawiła i nie pozwoliła mi na tamten moment zdobyć upragnionego, co prawda tylko średniego, wykształcenia. Po roku próbowałam ponownie podjąć naukę, w nowej, maturalnej klasie, ale już pierwszy dzień spowodował u mnie atak paniki i zrezygnowałam. Jednak jak mówi mądre przysłowie: „Na naukę nigdy nie jest za późno”. Ale o tym kiedy indziej.