Kalendarz

Sierpień 2017
P W Ś C P S N
« lis    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Archiwum

niepełnosprawność psychiczna i intelektualna

„Klan”i stereotypy.

Pewnie komuś wyda się dziwne, jak można oglądać ten serial i po co ja to robię, ale już wyjaśniam. Jestem wierną fanką „Klanu” od początku jego powstania i tak mi zostało do tej pory. Nie jestem osobą, która zmienia swoje ulubione seriale jak rękawiczki, a poza tym tylko tej jeden serial oglądam. Dlaczego jednak o tym piszę, co może kogokolwiek obchodzić jakiś tasiemiec? Mam w tym pewien cel, ponieważ właściwie muszę się przyznać, że miałam taką cichą nadzieję, iż ten właśnie serial pomoże zmienić zapatrywania na osoby z zaburzeniami psychicznymi. Podobało mi się bardzo pojawienie się, jako jednej z postaci, chłopaka chorującego na schizofrenię. W dodatku postać ta leczyła się, uczyła, potem pracowała i nadal pracuje. Byłam ciekawa motywu związku uczuciowego i tu, niestety, moje rozczarowanie. Na początku wszystko szło pięknie, miłość kwitła, mimo iż jedno z bohaterów było zdrowe, drugie chore. Taka miłość nieczęsto się zdarza, a tutaj proszę, pokazano mi, że może istnieć i być spełniona. Ale oczywiście nic nie trwa wiecznie i, jak to bywa i w realnym życiu, związek się rozpadł. Pokazano mi, że osoba chora psychicznie nie nadaje się do miłości, do związku, wszystko niszczy swą zazdrością i ogólnie może być niebezpieczna dla partnera. Nie mówię absolutnie, że nie zdarza się tak, pewnie występują takie sytuacje dość często i są bardzo trudne, ale przecież nikt mi nie zabroni łudzić się, że telewizja mogłaby pokazać inną stronę takich związków, a nie tą stereotypową. Znam osobiście dwoje ludzi, którzy kochają się mimo choroby jednej z nich, są szczęśliwi i nie poddają się. Co tu daleko szukać, ja sama jestem na to dowodem. Mój związek trwa ponad pięć lat, jesteśmy bardzo zakochani i świata poza sobą nie widzimy. A w dodatku oboje jesteśmy chorzy. Nie przeszkadza nam to jednak szanować się, wspierać i rozumieć, nawet gdy jedno z nas zachowuje się nieco odmiennie czy wręcz potrzebuje chwilowej hospitalizacji. Pamiętam, gdy mój partner miał ze mną ciężko, ponieważ nie mogłam brać, a właściwie dobrać żadnego neuroleptyku. Byłam wtedy często agresywna, miałam częste zmiany nastrojów, kłóciłam się o byle co, a po chwili płakała i przepraszałam. On za każdym razem mówił, że przecież nic się nie stało i trwał przy mnie wiernie, bo wiedział, że walczę z chorobą jak tylko mogę i w końcu będę górą. I rzeczywiście, po odpowiednim dobraniu leków, objawy, te przykre, minęły, a nasza miłość pozostała. Co prawda nie przysięgaliśmy przed ołtarzem, ale oboje obiecaliśmy kiedyś sobie, że będziemy razem do końca, co by się nie działo, że nie opuścimy się. To jest chyba prawdziwa miłość. Dlatego oczekiwałabym od telewizji, żeby pokazywała nie tylko te złe strony życia i związków osób chorych, ale i dobre. Czy to tak dużo, czy trzeba utwierdzać stereotypy, zamiast je zwalczać? I jeszcze jedna sprawa mnie ostatnio uderzyła. Podobało mi się, że serial ma jako bohatera osobę z niepełnosprawnością intelektualną. Znam takie osoby i wiem, jak przesympatyczne potrafią być, jak ufne i bezinteresowne. Oczywiście i tu zdarzają się wyjątki, ale czy wśród zdrowych ich nie ma. A tymczasem teraz nasz bohater, którego wcześniej prezentowano jako osobę miłą i mało problemową, stał się agresywny i nie obliczalny, co spowodowało konieczność leczenia szpitalnego. Spotkałam się ze stwierdzeniem dość wiarygodnym, że osoby z zespołem Downa raczej nie są agresywne, czy w takim razie koniecznie musiałam zobaczyć, że nawet tak pozytywnego bohatera dotyka furia? Jaki to ma sens? Czy to nie zmieni postrzegania tych osób? Czy jakaś matka nie zabroni dziecku bawić się z niepełnosprawnym kolegą, bo widziała w serialu, że był nieobliczalny? Szkoda byłoby, gdyby stereotypy nadal nimi pozostały i gdyby nic się nie zmieniło. Myślę sobie, że nawet najlepsze akcje społeczne mogą  nie pomóc, jeśli telewizja promuje wizerunek osób nie pełnosprawnych czy to psychicznie czy intelektualnie jako tych złych. A potem słyszę na ulicy jak starsze panie wskazując moją chorą poważnie , bo dość ciężko niepełnosprawną intelektualnie koleżankę, szepczą do siebie, że po co takie coś żyje i powietrze zabiera. Szkoda słów.