Kalendarz

Sierpień 2017
P W Ś C P S N
« lis    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Archiwum

nieudana rewolucja

Nie udało się.

Nie powiodła się moja mała, osobista rewolucja, przynajmniej ta związana z lekami. Gdy odstawiłam jedynie połowę dziennej dawki leku przeciwpsychotycznego i zmniejszyłam też o połowę jeden z antydepresantów, nie było źle. Jednak postanowiłam całkowicie wyeliminować lek na depresję i tu pojawiły się problemy. Początkowo winiłam za nie pogodę, bo rzeczywiście była i jest paskudna. Tak więc zwalałam na nią silne osłabienie, które powodowało, że nie mogłam wyjść z domu, bo miałam wrażenie, że się zaraz przewrócę. Zresztą nawet po mieszkaniu chodziłam powoli. Czasem odczuwałam silne bóle głowy promieniujące na oczy, ale jeszcze częściej po prostu miałam takie dziwne stany – tak jakby młoty uderzały w moją czaszkę, chociaż nie było to bolesne. Myślałam, że mój stan psychiczny, jaki towarzyszy mi od kilku miesięcy, nie pogorszy się zbytnio, ale jednak myliłam się. Pogłębiły mi się lęki, zaczęłam bać się ludzi, stałam się jeszcze bardziej agresywna (nie sądziłam, że to możliwe) niż do tej pory i wciąż szukałam zaczepki. A że nie wychodziłam z domu, więc obrywało się mojemu partnerowi. Ciągle miałam do niego o coś pretensje, wybuchałam bez powodu, albo z byle powodu, po prostu mnie denerwował. Narozładowanie tej koszmarnej agresji (po raz pierwszy od kilku lat miałam ochotę czymś rzucić o podłogę) wpływał tylko płacz, więc dość często płakałam. Odstawiłam częściowo leki, bo sądziłam, że skoro i tak źle się czuję, to spróbuję życia bez chemii, ale nie udało się. Po prostu wyraźnie poczułam się gorzej. W sumie trochę mi na tym zależało, bo chciałam po części doprowadzić siebie do samounicestwienia, tak bardzo czułam się nieszczęśliwa wydarzeniami ostatnich miesięcy, a szczególnie jednym z nich. Czy myślałam też o samobójstwie? Pewnie tak, a byłoby to łatwiejsze bez chemii, którą łykam codziennie i która trzyma mnie w ryzach. Tylko że myśli rezygnacyjne miałam już znacznie wcześniej i dochodziły do nich nieraz plany których jednak tak nie nazywałam i dalej nie chcę ich tak określać. Od tego tygodnia zaczęłam zwiększać leki, teraz biorę pełne dawki i mój stan się polepszył. Trochę żałuję tego, co zrobiłam, a trochę nie, byłam przekonana, że moje złe samopoczucie nieulegnie jeszcze większemu pogorszeniu, ale niestety tak się stało. Przestałam ufać mojej lekarce, ale już chyba lepiej zmienić lekarza niż decydować się samemu nim być.  Gdybym w ten sposób, czyli źle się czując, skrzywdziła tylko siebie, nie byłoby problemu, ale ja również skrzywdziłam mojego ukochanego, robiąc mu ciągłe awantury, a także odbiło się to na moim terapeucie, bo miałam w tym akurat czasie wizytę. Moje zachowanie wpłynęło też na moich znajomych, których odrzuciłam. Dlaczego? o tym w następnym wpisie.
Powoli sytuacja wraca do normy, przynajmniej jako takiej, bo dobrze nie jest. Ale i przed eksperymentami z lekami nie było. Zastanawiam się, co dalej robić z tym fantem – wizyta u lekarza, zmiany w lekach, szpital? Będę myśleć do przyszłej środy, bo wówczas faktycznie powinnam pójść na wizytę, inaczej zostanę bez prochów. A już tego nie chcę. Myślę też nad lekarzem ogólnym, bo chcę coś sprawdzić. Cieszyłabym się, gdyby okazało się, że moje zaburzenia mają jakieś podłoże fizyczne, bo może po prostu łatwiej wówczas byłoby mi się leczyć, ale obawiam się, że nic z tego. Zresztą zobaczymy.