Kalendarz

Kwiecień 2017
P W Ś C P S N
« lis    
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Archiwum

psycholodzy

Dobry psycholog to skarb czyli ci, którzy zmienili coś w moim życiu.

Tak mnie naszło na tych psychologów, że za nic nie jestem w stanie tematu zmienić. To wszystko przez tego psychopedagoga, do którego chodzę. Miałam już trzecią wizytę, dość nietypową i niepodobną do żadnej wcześniejszej w moim życiu. I coraz bardziej mi się te spotkania z nim podobają, co nie znaczy, że nie spotkałam nigdy wcześniej dobrych specjalistów. Paru by się znalazło i nie muszę nawet za bardzo szukać w pamięci. Jako pierwsza przyszła mi na myśl pani psycholog z PZP, do której prawdopodobnie skierował mnie psychiatra. Sama nie wiedziałam wtedy, co ja chcę i co mi potrzeba, ale czułam się przeraźliwie samotna. I ta właśnie pani wystawiła mi prostą i jasną receptę na moją bolączkę – Środowiskowy Dom Samopomocy. Nie wiedziałam, że istnieje taki ośrodek wsparcia dla osób z problemami psychicznymi w moim mieście. Piszę „moje miasto”, choć wtedy jeszcze ciągle mieszkałam na wsi, a zresztą dalej jestem tam zameldowana. To miejsce odmieniło moje życie, dosłownie i w przenośni, i na pewno wkrótce zrobię o nim osobny wpis. Na tamten moment nie byłam zadowolona  z wizyty u psychologa, zresztą jednorazowej, bo myślałam, że ja się nie nadaję do takiej placówki, ale teraz, po latach, choć już tam nie uczęszczam, jestem bardzo wdzięczna tej specjalistce za pokierowanie mnie do ŚDS. Czasami jedna wizyta u psychologa, nawet zakończona konkretną radą, może wiele zdziałać. Właśnie w ŚDS spotkałam psychologów, którzy mieli na mnie spory wpływ. Najpierw pracowała tam doświadczona pani psycholog, która raz w tygodniu miała z uczestnikami spotkanie. Może z tych spotkań nie wyniosłam za wiele, al. była też możliwość indywidualnego porozmawiania ze specjalistką, z czego nieraz skwapliwie korzystałam. Nawet można powiedzieć, że w pewnym momencie pani ta poświęciła mi więcej czasu niż innym, bo umawiałyśmy się dodatkowo na oddziale, gdzie pracowała. Wtedy były to dla mnie trudne wizyty, bardzo je przeżywałam emocjonalnie i nieraz trudno mi było  się pozbierać po nich. Pokazanie siebie, przedstawienie swoich problemów może powodować duży dyskomfort i często jest bolesne, prowokuje chęć ucieczki i zamknięcia się w sobie. Ważne jest, aby to przetrwać i nie poddać się. Nie pamiętam już za bardzo co robiłam podczas zajęć z psychologiem, kojarzę jednak jakieś małe drzewo genealogiczne, które rysowała i opisywałyśmy  członków mojej rodziny. Nasze rozmowy na pewno nie były lekki i  błahe, ale dawały mi dużo do myślenia. Ale, mimo że bardzo dobrze wspominam tą panią psycholog, to największy sentyment mam do jej następczyni w ośrodku, która nadal tam pracuje( poprzedniczka już czasem bywała nieobecna z powodu nadmiaru obowiązków). Nie jestem pewna, czy opisywana tu pani  nie zaczęła swojej pracy jeszcze w trakcie robienia specjalizacji, ale nie miało to znaczenia, bo już i tak była ogromną profesjonalistką. Nieraz rozmawiałam z nią na osobności i jej młody wiek był dla mnie ogromnym atutem. Miała takie świeże spojrzenie na moje problemy i często mi pomagała. Nawet mogę powiedzieć, że to dzięki niej istnieje mój związek z chłopakiem, bo miałam duże wątpliwości, czy powinnam się tak angażować emocjonalnie, czy temu podołam. Nie byłam pewna ani siebie, ani jego, czy może nam się udać, ale zastosowała wobec mnie prostą metodę. Polegała ona na tym, że miałam sobie wyobrazić, iż naprzeciwko mnie siedzi mój partner, a ja mam powiedzieć, za co go cenię, co mi się w nim podoba, dlaczego z nim jestem. Tak mocno to na mnie podziałało, że nie miałam już żadnych wątpliwości i nadal ich nie mam. Jestem tej pani niezmiernie wdzięczna, bo gdyby nie jej pomoc i wsparcie, naprawdę nie wiem, jak bym wtedy postąpiła. Może popełniłabym największą głupotę w moim życiu i odrzuciła rodzące się uczucie, a teraz bym żałowała. To zaskakujące, że czasem kontakt z psychologiem może tak bardzo odmienić postępowanie, reakcje, a nawet życie pacjenta. Do dziś mnie to zadziwia. I chyba dlatego tak cenię sobie relacje z tymi specjalistami. Nie zawsze są one łatwe, czasem można się sparzyć i nie otrzymać pomocy, ale, jak dla mnie, większość psychologów to niesamowicie wartościowi i gotowi służyć swoją mądrością ludzie. A teraz odkrywam jeszcze inną grupę czyli psychopedagogów i mam nadzieję już tylko na dobre relacje.

Psycholodzy, ciąg dalszy.

Jestem prawie świeżo po drugiej wizycie u psychopedagoga i muszę przyznać, że dawno się tak dobrze nie czułam. Mogę wprost przyznać, że jak na razie jestem nim zachwycona. Zobaczę, co będzie dalej, może go znienawidzę albo będą mi towarzyszyły jeszcze inne emocje. Teraz o tym nie myślę, cieszę się chwilą. Nie zawsze było tak różowo, czego dałam przykład w poprzednim wpisie. Dziś chciałabym wspomnieć o jeszcze kilku psychologach, których spotkałam na swojej drodze. Różne to były relacje, raz lepsze, raz gorsze, ale wszystkie mnie czegoś nauczyły. Ciekawą sprawą jest, że stosunkowo najmniej miałam do czynienia z tymi specjalistami, gdy byłam na oddziale szpitalnym, ale zamkniętym. Dla mnie zresztą teoretycznie zamkniętym, bo przecież dojeżdżałam na leczenie i weekendy spędzałam w domu. W pewnym momencie nawet miałam tzw. urlop i leczyłam się w domu przez miesiąc. Na oddziale spotkałam dwie panie psycholog. O jednej napisałam trochę poprzednio, więc nie będę się powtarzać, w każdym razie moim skromnym zdaniem miała chyba jakieś problemy ze sobą, więc nie wiem, czy kwalifikowała się do pomocy innym. A może to już była rutyna zawodowa, bo pani dość wiekowa? Trudno powiedzieć. Miałam z nią prawie żaden kontakt, tak jak z drugą z pań. Nie była mi nieznajoma, bo chodziłam do niej kiedyś do Poradni Zdrowia Psychicznego, gdy byłam w liceum. Na oddziale miałam z nią chyba jedno spotkanie, podczas którego robiła mi prawdopodobnie jakieś testy, a może tylko rozmawiałyśmy, już do końca nie pamiętam. Wiem natomiast, że nie wyszłam z tego spotkania usatysfakcjonowana. Moja ówczesna pani doktor tłumaczyła mi, że pani psycholog być może nie była zbyt dobrze dysponowana tego dnia i pewnie w inne też, gdyż właśnie spodziewała się dziecka. No cóż, miałam pecha i tyle, bo z tego co pamiętałam z poradni, to całkiem dobra specjalistka. Po moich dwóch pobytach w szpitalu czułam się lepiej, ale wiedziałam, że potrzebuję psychologa przynajmniej tak od czasu do czasu. I próbowałam takowego znaleźć. Zgłosiłam się do Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej, gdzie w czasie nauki miałam do czynienia z pewną panią psycholog. Co prawda wtedy nie była w stanie mi pomóc, ale teraz byłam na innym etapie i chciałam ją odszukać. Niestety, nie znalazłam tej pani już w placówce, a ponad to nie mogłam skorzystać z usług poradni, bo nie byłam już uczennicą. Ale spotkałam tam panią, z którą los mnie jeszcze wielokrotnie stykał. Zaproponowała mi wizytę prywatną, a że miała przystępne ceny i dość długi czas wizyty, zgodziłam się. Wtedy najbardziej potrzebowałam się wygadać, bo nie miałam w zasadzie jakiejś bliższej osoby. Wizyta przebiegła w miłej atmosferze, ale czy coś mi dała? Chyba trochę pozwoliła mi się dowartościować. Może kwestią zasadniczą było to, że ta pani nie była psychologiem klinicznym, a ja raczej takiego potrzebowałam. Pamiętam, że z usług tej pani korzystała koleżanka poznana przeze mnie w szpitalu i jej bardzo pomogła, ale niestety nie na długo. Zawsze ilekroć jeszcze stykałam się z panią psycholog, pytałam się o tą koleżankę, ale praktycznie za każdym razem słyszałam, że jest gorzej, albo że nie utrzymują kontaktu. Jeszcze potem miałam kontakt ze specjalistką podczas wizyt w ramach unijnego programu pomocowego dla osób niepełnosprawnych przygotowującego do pracy. Ale już nie byłam z tych wizyt zadowolona. Pani psycholog mówiła bardzo dużo, zdecydowanie za dużo, a za mało słuchała. Nie mogłam też wyciągnąć z jej wypowiedzi żadnych konstruktywnych dla siebie wniosków, bo za dużo było w nich opowieści o jej życiu prywatnym, zainteresowaniach i innych pacjentach. Mogłam mieć jeszcze dodatkowe spotkania w ramach programu, ale uznałam, że nie mają one sensu, bo ja z nich nic nie wynoszę. W zasadzie ostatni raz miałam do czynienia z tą panią, gdy byłam w złym stanie psychicznym z powodu pewnego problemu ze sfery intymnej. Właściwie poszłam tam w desperacji, bo nie wiedziałam już do kogo się udać, a i cena tu grała rolę. Niestety, nie bardzo uzyskałam pomoc, bo i nie mogłam jej raczej uzyskać, co zrozumiałam po pewnym czasie, gdy trafiłam do innego specjalisty i dalej na oddział dzienny. Nie mówię, że ta pani jest złym psychologiem, ale raczej dla mnie się nie nadaje i jeśli jeszcze kiedyś miałabym z nią rozmawiać, to chyba tylko w kawiarni, przy kawie. A tak to mogę porozmawiać z koleżanką i to za darmo. Może też wiek tej pani gra tu jakąś rolę, może już ma pewne swoje schematy, od których nie umie odejść. Rozpisałam się, a i tak nie udało mi się wspomnieć o wszystkich psychologach, z którymi miałam do czynienia. Ale na pewno to zrobię w którymś z następnych wpisów, bo to dla mnie ważna kwestia, wręcz kluczowa w przebiegu mojego leczenia. I raczej opiszę pozytywne moje doświadczenia, bo trafiałam często na dobrych specjalistów, co może trudne do uwierzenia po moich ostatnich wpisach. Na pewno teraz mam kontakt ze znakomitym specjalistą, ale nie chcę na razie za dużo o tym pisać, żeby nie zapeszyć. W każdym razie następna wizyta już umówiona.

„Bardziej chorzy się uczą”.

Ostatnio byłam na pierwszej wizycie u specjalisty o nazwie psychopedagog. Trudno mi jak na razie jednoznacznie ocenić, czy jestem z tej wizyty zadowolona czy też nie, ale faktem jest, że się po niej popłakałam. Nie jest to u mnie zły objaw, a wręcz przeciwnie, ostatnio czułam się już tak źle, że nawet płakać nie mogłam, a płacz mi pomaga. Umówiłam się na następną wizytę, może po niej będę w stanie coś więcej powiedzieć. W każdym razie u osoby o tej specjalności nigdy wcześniej nie byłam, raczej trafiałam na tzw. zwykłych psychologów lub tych klinicznych. Szczególnie w pamięć zapadła mi pani, do której trafiłam przed moją pierwszą wizytą u psychiatry. Stwierdziła u mnie fobię szkolną, ale nie to zapamiętałam, lecz raczej moich kilka późniejszych z nią kontaktów. Poleciła mi ją moja pani doktor, gdy zmagałam się z traumą po śmierci mamy. Ale to co wtedy usłyszałam, wprawiło mnie w osłupienie. Otóż pani psycholog poradziła mi wizytę u księdza, co nie byłoby dziwne gdybym była osobą głęboko wierzącą, a nie jestem. Przede wszystkim jednak stwierdziła, że ona sama nie wie, co by zrobiła, gdyby jej mama zmarła. I tyle właśnie otrzymałam wsparcia. Kolejnym razem byłam u tej pani już w nieco lepszym stanie i wspominałam, że nie radzę sobie z powrotem do szkoły, co było dla mnie wtedy dużym problemem i sprawą wstydliwą. Specjalistka spojrzała na mnie z politowaniem i zauważyła, że przecież bardziej chorzy się uczą. Co przez to rozumiała, już mi nie wyjaśniła. Wkurzyłam się wtedy, bo co to znaczy bardziej chorzy? Jak można wartościować chorych? Myślę, że dla każdego jego dolegliwość jest ciężka i trudno mu z nią żyć. Czy można w ogóle porównywać problemy zdrowotne? Myślę, że nie to sensu. Więcej już do tej pani nie poszłam i spotkania z nią miały tylko ten plus, że nie musiałam za nie płacić. Ale to w sumie był taki jeden przypadek, gdy stwierdziłam, że niektórzy chyba nie mają powołania do swojego zawodu. Chociaż może i drugi by się znalazł, a mianowicie pani psycholog z oddziału, na którym byłam za pierwszym lub drugim razem. Bardzo mało miałam z nią do czynienia, ale wydawało mi się, że ma niedużą manię prześladowczą. W sumie nie dziwię się, że gdy jeden jedyny raz chciałam ją zapytać o coś w związku z moim zdrowiem, prawie nie wpuściła mnie do domu ( a byłyśmy sąsiadkami ). W końcu leczę się psychiatrycznie, więc potencjalnie jestem niebezpieczna dla otoczenia. To jeszcze rozumiem, chociaż psycholog kliniczny chyba inaczej powinien patrzeć na pewne sprawy. Ale nie rozumiem dlaczego wyśmiała mój sposób uczenia się, gdy znów nieudolnie próbowałam powrócić do szkoły. Stwierdziła, że tak jak ja to się uczą dzieci, nie dorosła osoba. No i co z tego, ważne żeby wiedza wchodziła do głowy, a ja wtedy miałam z tym problem. Jeśli wziąć pod uwagę, że na swojej drodze spotkałam tylko dwie takie osoby w, że tak powiem, branży psychologicznej, to nie jest źle. Bardzo cenię ten zawód i miałam do czynienia, a mam nadzieję, że i będę mieć dalej, z dobrymi specjalistami w tej dziedzinie. To trudna praca, bardzo wymagająca i na pewno nie każdy się do niej nadaje. Myślę, że dobrze jest, jeśli wykonują ją osoby z powołaniem.

Psycholodzy.

Nareszcie odważyłam się zapisać na wizytę do psychologa. Już od jakiegoś czasu szukałam dobrego fachowca w tej dziedzinie, ale jakoś nie mogłam znaleźć. Liczyłam na pewną znaną mi doskonale panią psycholog, ale jeszcze nie otworzyła gabinetu, więc na razie czekam na sygnał od niej. Ale samo czekanie nie wpływa korzystnie na samopoczucie, więc trzeba próbować u kogoś innego. Trochę jestem zdenerwowana wizytą, bo idę do mężczyzny i nie wiem, czego się spodziewać, ale jestem dobrej myśli. Może będzie miał inne spojrzenie? Jakoś do tej pory miałam do czynienia wyłącznie z paniami w tym zawodzie, jeśli nie liczyć seksuologa-psychologa. Pierwszym moim psychologiem była pani  w PZP, gdy chodziłam do liceum i nie radziłam sobie z nauką, a jeszcze bardziej ze sobą. Sama wtedy nie wiedziałam, co mi jest, ale czegoś mi brakowało i stąd ten psycholog. Specjalistka zrobiła mi testy, z których wynikło, że prawidłowo się rozwijam i nie przejawiam jakiś poważnych problemów dysfunkcyjnych. Problemem mogły być kłótnie w rodzinie, zdarzało się, że rodzice mówili o rozwodzie, ale ja jakoś nie byłam przekonana, że to jest powód mojego złego samopoczucia. Raczej mogło chodzić o zły stan zdrowia mojej babci, która tak naprawdę umierała na moich oczach, bo mieszkała z nami. I też wkrótce zmarła, a ja po pewnym czasie przestałam uczęszczać na spotkania, bo nie wiedziałam, czy one w ogóle mi coś dają. Nie wspomniałam, że chodziłam tam przeważnie z mamą, która również miała duże problemy ze sobą. Moim drugim psychologiem była pani w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej, do której trafiłam, bo znów coś się działo ze mną nie tak. Załamałam się wtedy po tej słynnej wycieczce, o której kiedyś pisałam i na to nałożyły się jeszcze problemy szkolne. Szczególnie lekcje z pewną nauczycielką były dla mnie stresujące. Na szczęście miałam wtedy kontakt z pewną pielęgniarką z pobliskiej szkoły medycznej, która nie zbagatelizowała moich problemów i sama zaprowadziła mnie do poradni. Tam pani psycholog radziła mi robić ćwiczenia oddechowe i spróbować się relaksować, co mi absolutnie nie wychodziło. Byłam u nie chyba tylko ze dwa czy trzy razy, ostatnim razem gdy już nie chodziłam do szkoły. Przyszłam wtedy do poradni z mamą, bo już sama nie wychodziłam z domu i przesiedziałam w milczeniu całą wizytę, a trwała ona chyba z godzinę. Psycholog nie mogła ze mnie nic wydobyć, chociaż bardzo się starała i nie naciskała. W pewnym momencie ja po prostu wyszłam z gabinetu i wtuliłam się w mamę, a terapeutka stwierdziła, że potrzebny jest mi psychiatra, bo ona nie jest w stanie mi pomóc. Ja sam wiedziałam, że potrzebuję lekarza, a ewentualnie psychologa trochę później, gdy będę mieć leki. Podczas leczenia spotykałam się z różnymi psychologami, przeważnie klinicznymi, ale to już temat na inny wpis.